Nadzieje na wzrost wciąż niespełnione

Nadzieje na wzrost wciąż niespełnione

Jednorazowe wyskoki indeksów na niewiele się zdają i nie zmieniają obrazu rynku. Nie dają wskazówek, w jakim kierunku może podążyć. Wciąż dominuje niepewność i trzeba poczekać na bardziej zdecydowane rozstrzygnięcia. We wrześniu się ich nie doczekaliśmy, czekamy więc dalej. Wyniki amerykańskich firm powinny dać odpowiedź, ale gwarancji nie ma. Przedłużenie wrześniowej stabilizacji działałoby na korzyść byków.

Polska GPW

Wczorajsza euforia przetrwała niewiele dłużej niż godzinę dzisiejszych notowań. Indeksy zaczęły dzień od zwyżki o 0,5-0,7 proc. Około 10.00 WIG znalazł się już w okolicy zera, łagodnie przechodząc do strefy spadkowej. Za nim podążały pozostałe wskaźniki. Nie były się w stanie podnieść przez niemal cały dzień. Najmniejsze straty notowały indeksy małych i średnich spółek, zniżkując po około 0,2 proc. Z wtorkowej siły większości dużych spółek niewiele zostało. Rano jedynie akcje BRE, BZ WBK, Pekao i PKN zyskiwały po około 1 proc. PKO i Telekomunikacja Polska podtrzymywały indeks zwyżką o około 0,5 proc. W ciągu dnia układ sił mocno się zmienił. Akcje BRE, PKO i Telekomunikacji zdecydowanie zniżkowały. Podobnie było z trzymającymi się na początku sesji blisko zera walorami KGHM, które spadały pod koniec dnia o prawie 2 proc. Rolę obrońców rynku pełniły niezbyt skutecznie jedynie papiery PKN Orlen i Pekao. Te ostatnie wyróżniały się nie tylko skalą zwyżki, sięgającą „aż” 0,7 proc., ale przede wszystkim obrotami, stanowiącymi niemal jedną trzecią realizowanych na całym rynku akcji.

WIG20 stracił ostatecznie 1,76 proc., indeks szerokiego rynku zniżkował o 1,17 proc., a wskaźnik średnich firm o 0,69 proc. Jedynie sWIG80 zdołał wyjść na niewielki plus, zyskując symboliczne 0,05 proc. Obroty wyniosły 1,26 mld zł.

Giełdy zagraniczne

Wtorek był drugim dniem zdecydowanego odreagowania poprzedniej serii spadków, trwającej cztery kolejne sesje. Zmiany indeksów są wciąż niewielkie. W przypadku S&P500 od ponad miesiąca wydarzenia rozgrywają się na „przestrzeni” 80 punktów, czyli około 8 proc. wzwyż, licząc od 1 września. W ciągu ostatnich dwóch sesji wskaźnik przebył niemal połowę tego dystansu. Przypomina to bardziej zabawę w kotka i myszkę, niż walkę byków z niedźwiedziami. Ale pewnie to tylko pozory. W każdym razie zwyżka S&P500 o 1,37 proc., będąca poprawką niemal 1,5 proc. wzrostu z poniedziałku, to na tle niedawnej mizerii pewne wydarzenie. Wczorajsza była tak samo konsekwentna i zdecydowana, jak dzień wcześniej. Co spowodowało taką pewność decyzji inwestorów zza oceanu, mimo że kilka dni temu ich nastroje były chwiejne, jak trawa na wietrze? Raczej nie były to ważne informacje z gospodarki. Choć od biedy za takie można by uznać poniedziałkowe dane o wzroście wskaźnika aktywności gospodarczej w sferze usług, to trudno uwierzyć, że ich oddziaływanie na inwestorów trwałoby aż dwa dni, a reakcja na nie przybrałaby takie rozmiary. Wszystko wskazuje na to, że impet zwyżki opiera się tylko na nastrojach inwestorów. Tym bardziej, jeśli spojrzeć na wczorajsze zachowanie się rynku surowców, a w szczególności złota. Czyżby poprawa w amerykańskich usługach wywarła aż taką presję na ropę, miedź, złoto, platynę i wszelkie inne dobra poza dolarem, cukrem, sokiem pomarańczowym i kakao? Trochę nie chce się wierzyć w taki scenariusz.

Optymizm udzielił się inwestorom w Azji. Nikkei wzrósł dziś o 1,1 proc. Na Tajwanie zwyżka osiągnęła niemal 1 proc., ale już w Hong Kongu przekroczyła 2 proc. Szanghaj wciąż świętuje. Europejskie parkiety zaczęły dzień od niewielkiej korekty sporych wtorkowych wzrostów. Czyżby inwestorzy poczuli, że były przesadzone? Jeśli tak, to niewiele, bo trzy główne indeksy traciły na otwarciu od 0,3 do 0,4 proc. W ciągu dnia niewiele się zmieniało. Paryż i Frankfurt trzymały się na minusie, jedynie Londyn zdobył się na wzrost o 0,2 proc. Na parkietach naszego regionu korekta była nieco większa. Poza Tallinem, Rygą i Moskwą, wskaźniki zniżkowały od 0,2 do 0,6 proc. Najbardziej cierpiał Bukareszt, gdzie spadek sięgał 2 proc. W Istambule indeks zniżkował o ponad 1 proc. Liderem wzrostów był moskiewski RTS, zyskujący wczesnym popołudniem 1,8 proc. Pomagała mu wczorajsza zwyżka na rynku surowców. Nienajlepszy początek notowań za oceanem spowodował pogorszenie się nastrojów w naszej części świata. Tuż po godzinie 16.00 indeksy w Paryżu i Frankfurcie wróciły do stanu z początku dnia, a Londyn lądował w okolicach zera.

Waluty

Amerykańska waluta drugi dzień z rzędu zachowywała się trochę nietypowo. Największe chwile słabości przeżywała na długo przed rozpoczęciem sesji na Wall Street. Na pokaźną zwyżkę indeksów nie reagowała już zbyt mocno. Pod koniec dnia wyraźnie słabła. Ostatecznie zatrzymała się na poziomie 1,47 dolara za euro. Dziś do południa notowania przebiegały bez większych sensacji. Widać było jednak wyraźnie delikatną tendencję umacniania się dolara.

Złoty, po wczorajszym sukcesie wobec głównych walut, dziś zdecydowanie był w odwrocie. Wczesnym popołudniem za dolara trzeba było płacić 2,87 zł, o prawie 4 grosze więcej niż we wtorek wieczorem. Euro podrożało z 4,17 do 4,21 zł, a więc tyle samo, co dolar. Za franka trzeba było płacić 2,78 zł, o 2 grosze więcej niż dzień wcześniej. Do końca dnia sytuacja niemal się nie zmieniła.

Podsumowanie

Jak widać nastroje na rynkach są bardzo zmienne. Trudno przywiązywać większą wagę do takich wzrostów, jak wczorajsze i wyciągać na tej podstawie wnioski na przyszłość. Można się srodze zawieść. Lepiej zaczekać, aż pojawią się bardziej wyraźne sygnały, które pozwolą podjąć racjonalne decyzje. Od niemal sześciu tygodni indeksy w Warszawie poruszają się w bok i trudno wyrokować, jakim kierunek obiorą w najbliższej przyszłości. Na wielkie wzrosty liczyć raczej nie można, ale wykluczyć ich nie sposób.

Roman Przasnyski
Główny Analityk Gold Finance

Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność.