Wielka przecena na warszawskim parkiecie

Wielka przecena na warszawskim parkiecie

Wczorajsza demonstracja siły naszego rynku na końcowym fixingu dziś się na nas zemściła: od początku dnia warszawskie indeksy przodowały w gronie spadkowiczów. Ale podciągnięcie wskaźników spowodowało, że wygląd ich wykresów za bardzo się nie „popsuł”. Nastąpiło to dopiero pod koniec sesji. Nerwowa reakcja na gorsze od oczekiwań wyniki z amerykańskiego rynku pracy, gdzie ubyło 263 tys. miejsc pracy, świadczy, że spadkowy „potencjał” jest jeszcze spory i może skłonić do większej wyprzedaży akcji. Dziś pod koniec dnia zaczął się ujawniać.

Polska GPW

Indeks największych spółek zaczął dzień przeceną o niemal 3 proc. WIG tracił niemal 2 proc., nieco lepiej radziły sobie wskaźniki małych i średnich firm, zniżkując po około 1 proc. W ciągu dnia sytuacja niemal nie ulegała zmianie. Obroty były bardzo niskie. Widać było, że inwestorzy nie mają wielkiej ochoty pozbywać się akcji po obniżonych cenach. Do liderów tej „promocji” należały papiery banków, szczególnie BRE i BZ WBK. Dobrze radził sobie PKO, po odjęciu prawa poboru jego walory rosły o 2,5 proc. przy wciąż sporych obrotach. Mocno zniżkowały papiery PKN Orlen, tracąc ponad 4 proc. O jeden punkt procentowy ustępowały im akcje Lotosu. Rynek „rozruszał” się nieco po publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy. Gdy okazało się, że są one znacznie gorsze niż się spodziewano, WIG20 zwiększył skalę przeceny przez moment nawet do 3,8 proc. Po krótkiej walce byków o „przetrwanie”, końcówka była już bardziej dramatyczna. Indeks największych spółek zniżkował ostatecznie aż o 4,95 proc., WIG stracił 3 proc., mWIG40 spadł o 1,61 proc., a sWIG80 o 1,56 proc. Obroty wyniosły 1,66 mld zł.

Giełdy zagraniczne

Wczoraj przebieg wydarzeń za oceanem był całkiem klarowny. Zaczęło się od spadków i na spadkach się skończyło. Tyle, że znacznie większych, niż można się było spodziewać. Od tak zdecydowanych ruchów na Wall Street zdążyliśmy się już odzwyczaić. Tym większe ten wczorajszy robi wrażenie. Strata 200 punktów przez Dow Jones’a, zniżkujący o 2,6 proc. S&P500, Nasdaq niżej o 3 proc. niż dzień wcześniej, skala spadku największa od ponad trzech miesięcy – to nie najlepszy obraz rynku. Jeśli dodać do tego sześć spadkowych sesji, przedzielonych jedną wzrostową, to korektę widzimy jak na dłoni. I robi się coraz poważniejsza. S&P500 w jej wyniku traci już 4 proc. Dane makroekonomiczne i nastroje inwestorów przemawiają za jej kontynuacją.

W Azji inwestorzy byli pod wrażeniem tego, co stało się na Wall Street. Nikkei zniżkował o 2,5 proc. i jego wykres wygląda już bardzo nieciekawie. O 2,8 proc. spadał indeks w Hong Kongu, o 1,8 proc. na Tajwanie. Szanghaj nadal świętował, ale można mieć obawy o to, co będzie się działo na tamtejszym rynku, gdy handel znów się rozpocznie. Indeksy, mówiąc bardzo delikatnie, nie grzeszyły ostatnio siłą.

Jak na skalę wczorajszych spadków za oceanem, początek dnia na głównych europejskich parkietach można uznać za umiarkowanie pesymistyczny. W Paryżu i Frankfurcie spadki wyniosły niecałe o,7 proc., w Londynie indeks zaczął ze stratą 0,3 proc. W ciągu dnia skala zniżek wyraźnie się zwiększyła. Wczesnym popołudniem FTSE zniżkował o prawie 1,5 proc., CAC40 o 1,2 proc. Nieco lepiej radził sobie DAX tracąc około 0,7 proc.

Na giełdach naszego regionu przecena była znacznie bardziej dotkliwa. O miano lidera Warszawa konkurowała z Moskwą. W obu przypadkach spadki przekraczały 3 proc. O ponad 2 proc. zniżkował indeks w Bukareszcie. Po publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy sytuacja zdecydowanie się pogorszyła. Tuż po godzinie 16.00 CAC40 tracił 2 proc., DAX zniżkował o 1,4 proc., a FTSE o 1,7 proc.

Waluty

Amerykańska waluta zdecydowanie się wczoraj umacniała, w ślad za spadkami na rynku akcji. Jeszcze rankiem za euro płacono 1,467 dolara, wieczorem już tylko niewiele ponad 1,45 dolara. Piątek rozpoczął się od kontynuacji pokazu siły amerykańskiej waluty, ale jego skala nie była duża i do południa było dość spokojnie. Okolice 1,45 dolara za euro stanowiły poziom równowagi. Do silniejszych wahań doszło około godziny 16.00, gdy amerykańska waluta gwałtownie osłabła do 1,46 dolara za euro.

Złoty mocno ucierpiał w czwartek na przecenie euro wobec dolara. Na początku dnia „zielonego” można było kupić jeszcze za 2,88 zł, wieczorem był droższy aż o 5 groszy. Euro zdrożało tyle samo i kosztowało 4,25 zł. Nieco mniejsza przecena dotknęła złotego wobec franka, za którego trzeba było płacić 2,8 zł, o 3 grosze więcej niż rano. Dziś na początku handlu nasza waluta jeszcze trochę traciła na wartości, ale około południa odzyskała nieco siły. Pod koniec dnia za dolara płacono prawie 2,9 zł, za euro 4,23 zł, a za franka 2,8 zł.

Podsumowanie

Nasza giełda w ostatnich dniach była dość kapryśna. Zdarzały się sesje, na których widać było jej względną siłę, a zaraz po nich widoczna była bardzo słaba kondycja rynku. Najlepiej widać to było porównując zdarzenia z czwartku i piątku. Taki brak zdecydowania trudno jednoznacznie interpretować. Mimo sporego spadku, korekta wciąż nie wygląda zbyt groźnie. Ale październik dopiero się zaczyna. Może się okazać, że to już „ta” korekta. Wciąż wskazana jest najwyższa ostrożność w decyzjach inwestycyjnych

Roman Przasnyski
Główny Analityk Gold Finance

Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność.